poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Z DALA OD ZGIEŁKU – Thomas Hardy




Wstyd się przyznać, ale o twórczości tego autora słyszałam wyłącznie w amerykańskich filmach o studentkach literatury angielskiej zakochanych w swoich wykładowcach.  W polskich szkołach raczej o Hardym się nie mówi, ewentualnie wspomni przy jakiejś okazji.  Każdy kto choć trochę orientuje się w klasyce literatury słyszał o Tessie d’Urberville, a ostatnio tenże autor stał się bardziej znany szerszej publiczności dzięki ekranizacji powieści „Z dala od zgiełku” .
W filmowym wydaniu książki (de facto właściwie jedyne dostępne w tej chwili w księgarniach i na rynku wtórnym) wykorzystano tłumaczenie Róży Czekańskiej-Heymanowej – to samo pojawiło się we wcześniejszym wydaniu kilkadziesiąt lat temu. W książce zresztą można znaleźć taką informację od wydawcy – to taka ciekawostka. Dlaczego jednak o tym wspominam. Myślę, że za sprawą tego tłumaczenia powieść tak skutecznie przenosi czytelnika do czasów XIX wieku. Tym, co mocno rzuca się w oczy czytelnikowi przyzwyczajonemu do współczesnej prozy jest mnogość zdań wielokrotnie złożonych. Z licznymi metaforami, dygresjami, porównaniami i odniesieniami do natury.  Z pozoru jest to historia miłosna stara jak świat. Jest kobieta (Betsaba Everdene) i trzech mężczyzn rywalizujących o jej względy. Ona dostaje w spadku folwark, który stara się poprowadzić „po męsku”, co jak na tamte czasy jest dla kobiety ogromnym wyzwaniem.  Panowie natomiast prezentują trzy kompletnie różne charaktery.  Nie będę rozwodzić się na temat dalszych losów bohaterów, bo te w dużej mierze można odgadnąć już na początku książki.
W moim odczuciu natomiast wątek miłosny jest tu tylko kanwą i pretekstem do pokazania obyczajów dziewiętnastowiecznej wsi angielskiej i po części klasy średniej. Narracja jest prowadzona niespiesznie. Do tego stopnia niespiesznie, że opisy prac na gospodarstwie czy starego budynku niekiedy zajmują kilka stron. Mylący jest natomiast, moim zdaniem, opis wydawcy:
Znana brytyjska powieść o sile miłości i namiętności, na której podstawie powstał wzruszający film z Carey Mulligan i Tomem Sturridge’em.

Prowincja dziewiętnastowiecznej Anglii. Betsaba Everdene dziedziczy po wuju farmę. Postanawia sama zająć się gospodarstwem, nie czekając na księcia z bajki. Jej uroda oraz niezależność działają jednak na mężczyzn jak magnes. O względy dziewczyny zabiega trzech dżentelmenów, każdy o silnej osobowości. Jest wśród nich Gabriel Oak – poczciwy farmer, właściciel ziemski William Boldwood oraz Franciszek Troy – sierżant królewskich dragonów, kobieciarz i hulaka.

Nieoczywiste wybory, sercowe rozterki oraz pomyłki losu – życie niesie wiele niespodzianek, ale Betsaba zrobi wszystko, żeby się odnaleźć w świecie rządzonym przez mężczyzn.
O ile zgodzę się z drugim akapitem, bo bezpośrednio odnosi się do fabuły, o tyle już ostatnie zdanie jest napisane trochę pod kątem filmu i po części pewnie z nadzieją, że książka trafi do mniej wymagającego czytelnika. Otóż nie – „Z dala od zgiełku” nie jest dla mało wymagających, a raczej dla kogoś, kto dawno nie czytał fajnej klasyki i potrzeba mu pięknego języka, świetnie skonstruowanej narracji i akcji osadzonej dawno temu, choć dotyczącej wciąż aktualnych problemów.
P.S. Kot wygląda jakby pogardzał. Pewnie główną bohaterką, ale nie jestem pewna :)