czwartek, 15 października 2015

WCIĄŻ CZEKAM - Louisa Young



„Wciąż czekam”  przeczytałam w zaledwie dwa dni i pierwsze co mogę o niej powiedzieć, to że mam po niej mieszane uczucia.  Nie była to lektura, jakiej spodziewałam się po opisie na okładce, ale to rozczarowanie jest raczej pozytywne. 

Czytelnik śledzi losy dwóch par okaleczonych na różne sposoby przez Wielką Wojnę. Riley i Nadine borykają się z jego kalectwem w postaci zrekonstruowanej dolnej części twarzy. Drugą parę tworzą przyjaciele tych pierwszych: Peter, który był dowódcą Rileya na wojnie i jego żona Julia. Mimo że od podpisania rozejmu mija sześć miesięcy, mężczyzna topi smutki w alkoholu, zaś Julia, stara się być idealną żoną. Każda z tych postaci jest mocno pogłębiona psychologicznie, ma coś takiego w sobie, że trudno ją zapomnieć czy pomylić z inną. I choć momentami zachowanie chociażby Nadine czy Julii irytowało mnie (zwłaszcza Nadine, przykład: (uwaga spoiler) nie kocha się ze swoim świeżo poślubionym mężem, bo myśli, że on jej nie chce, z kolei on nie zaczyna tematu, bo uważa, że ona czuje odrazę do jego okaleczonej twarzy. Na litość boską – wystarczyło siąść i o tym porozmawiać albo wziąć się do dzieła, zamiast rozkminiać przez pół książki!).  Jeśli chodzi o Julię i Petera – jestem całkowicie w stanie zrozumieć jego zachowanie. Mając taką żonę, też pewnie zostałabym alkoholikiem.
Inną rzeczą, która spodobała mi się w tej powieści to pewna malowniczość. I to chyba jest na tyle szczególną jej cechą, że często się o tym wspomina w recenzjach, na jakie trafiłam. Wyjątkowo zapadła mi w pamięć scena (tu znowu spojler) poranka gdy Peter znajduje martwą i zakrwawioną Julię na śniegu, a później siedzi z nią jeszcze pół dnia w zupełnej ciszy. Łatwo wyobrazić sobie smutny, milczący dom, posępny nastrój i poczucie kompletnej pustki. Co więcej – nie tego bym się spodziewała, więc to kolejny plus. Narracja płynie tak gładko, że nie ma opcji, żeby czytelnik mógł przygotować się na taką bombę. Dlatego znowu łatwo da się wczuć w sytuację postaci.
Na pewno jest to książka dla ludzi, którzy lubią poznawać historie związane z wojnami, ale nie mają ochoty na drastyczne czy strategiczne opisy. O polityce i sytuacji gospodarczej wiadomo tu tylko tyle, ile trzeba, żeby zrozumieć co kieruje postaciami. Podstawowy budulec tej powieści to uczucia, psychologia, emocje i zręcznie splątane losy bohaterów osnute ciekawym powojennym klimatem
P.S. Trochę nie mogę rozgryźć tytułu. Wciąż czekam na co? Na to, aż mój mąż dojdzie do siebie po traumie wojny? To chyba zbyt oczywista interpretacja.
Macie jakieś pomysły?

2 komentarze:

  1. Coraz częściej blurb na okładce nie ma nic wspólnego z treścią. Dobrze jak zasakujemy się książką pozytywnie, gorzej jak porównanie z opisem wypada negatywnie. Co do tytułu - wciąż czekam, może na miłość albo lepsze dni?

    OdpowiedzUsuń
  2. I tu się zgodzę. Rzeczywiście jest tak, że coraz częściej te opisy są zupełnie od czapy. Niekiedy człowiek ma wrażenie, że ich autor ma ułożone ze dwa lub trzy na gotowo, tylko je później przeredagowuje na potrzeby konkretnej książki.

    OdpowiedzUsuń